Can I live?
Can I make money motherfucker? (Yeah)
Is that alright wit'chu? (No doubt)
Can I travel? (Word, Skull and Bones)
Can I have a nice motherfuckin car? (Hell yeah)
Thank you (KnowhatI'msayin)
Is that alright wit'chu? (No doubt)
Can I travel? (Word, Skull and Bones)
Can I have a nice motherfuckin car? (Hell yeah)
Thank you (KnowhatI'msayin)
Saturday, March 19, 2016
(76) Urlop
W skrócie - urlop. Zatem odpoczynek przez 2 tygodnie. Czyli też brak aktualizacji przez najbliższy czas. Do kolejnego razu - prawdopodobnie gdzieś w okolicach 8-10 kwietnia.
Sunday, March 13, 2016
(75) Another Brick In The Wall - Pink Floyd
We don't need no thought control
No dark sarcasm in the classroom
Teachers leave them kids alone
Hey teacher leave them kids alone
All in all it's just another brick in the wall
All in all you're just another brick in the wall
Dziś krótko i rzeczowo. Tematem będzie edukacja. Co to właściwie jest? Wg Wikipedii jest to pojęcie związane z rozwojem umysłowym i wiedzą człowieka. Ma różne znaczenia - za Wikipedią podam 4.
1 - proces zdobywania wiedzy, polegający na zdobywaniu wiedzy w szkole lub poza nią
2 - pojęcie używane dla określenia stanu wiedzy danej osoby lub grupy
3 - wychowanie (głównie pod względem umysłowym), wykształcenie, nauka,
4 - kształcenie, ogół czynności i procesów mających na celu przekazywanie wiedzy, kształtowanie określonych cech i umiejętności.
Ale dość tych definicji. Każdy z nas miał styczność z edukacją. Znam nawet osoby co nawet nie ukończyły podstawówki, ale zaliczyły kilka klas (i to rówieśnika a nie kogoś z pokolenia dziadków gdy ich lata szkolne przypadły na wojnę). Większość moich znajomych ma ukończone studia wyższe. Kilku ma albo jest w trakcie doktoratu. Często słyszę krytykę systemu edukacji. Znam go jako uczeń, ale też z tej drugiej strony jako praktykant/korepetytor czy z informacji od znajomych którzy są nauczycielami. Tylko uważam że krzywdzące jest zwalanie całej winy za złą edukację na nauczycieli. Otóż efektywność edukacji nie tylko zależy od nauczyciela. Dużo też zależy od ucznia. Ale każdy ma jakieś talenty. Ale to wcale nie oznacza że jest się zajebistym we wszystkim. Ale dość tych dywagacji. Teraz o mnie i mojej edukacji.
Na początek zerówka - czy czegoś się nauczyłem? Cóż podobała mi się w niej jedna koleżanka - i to dlatego że potrafiła czytać (pozdro Aldona). Ale nie pamiętam kiedy ja się nauczyłem płynnie czytać. Jak już zacząłem to zmieniło mnie to na zawsze ale to na inny wpis historia. Potem podstawówka - tu osiągnięcie poziomu 2 ucznia w klasie. Dokładniej to 1 miejsce miała koleżanka (pozdro Patrycja), która nawet była młodsza o rok. Więc byłem pierwszym chłopakiem pod względem ocen. I obojętnie jak się starałem zawsze to miejsce miałem. I chyba mi tak zostało staram się tylko o 1 miejsce - a o 2 to już mi nie zależy bo i tak je mam nie kiwając nawet palcem. Najlepiej szło mi z przedmiotami ścisłymi ale też i z historią. W 8 klasie nawet doszedłem do wojewódzkiego etapu w olimpiadzie historycznej. A poza szkołą - sporo wiedzy na temat komputerów (zabawne bo nie miałem kompa - a gdy już się pojawił pod strzechą w liceum to brat przejął pałeczkę) oraz gra na skrzypcach. Potem liceum (tak jestem tym dinozaurem którego minęło gimnazjum). Tutaj szybko spadłem na koniec klasy pod względem ocen. Choć część nauczycieli jakoś temu nie dawało wiary jak i część znajomych (pozdro Damian). Ale pod koniec już się powoli wybijałem w tym co lubię. Choć wielu było lepszych to jakoś pokazałem że jestem dobry w matmie, fizyce, chemii, historii itd. Tu dotarło do wielu że oceny to nie wszystko. Czasem to nie wiedza ale preferencje nauczyciela czy szczęście/pech decydują jak cię oceniają. Poza szkołą to na maksa rozwój mojego hobby. I co najważniejsze poznanie prawdziwych przyjaciół (pozdro Daniel, Krzysiek i Łukasz). A i pierwsze dawanie korków - pierw z fizyki a potem z matmy. Potem czas na studia. Tu poznanie najlepszych koleżanek (pozdro Ania, Ania, Emilia, Agnieszka, Kasia, Iza - i jeszcze więcej). Bo już mi tak zajebiście nie szło. Ale i tak wciąż uważam to za najlepszy okres mojego życia. To czas gdy rozwaliłem swoje kompleksy. To wtedy już jakoś złapałem równowagę w swoim życiu. I już mi zostało. Szkoły dały sporo wiedzy, ale większy wpływ na mój stan wiedzy raczej miały książki spoza kanonu edukacji, sytuacje które przeżyłem jak i te które wydarzyły się w moim otoczeniu (tzw wyciąganie wniosków z błędów innych). Czy zatem edukacja nie jest nam potrzebna? Bez niej nie wiedzielibyśmy wielu rzeczy - i nie wykształcilibyśmy sposobu przyswajania informacji i ich wykorzystywania - w sytuacjach typowych jak i nie typowych. Zatem czy sama edukacja wystarczy? Nie do tego musimy jeszcze przeżyć swoje, zdobyć własne doświadczenia. To co wiemy i jak inteligentni jesteśmy to cecha wypadkowa naszych wrodzonych predyspozycji jak i nauczycieli którzy nas uczyli oraz naszych doświadczeń życiowych. Podsumowując - mimo ze zacząłem edukację od szczytów a skończyłem bliżej dna to i tak każdy uważa mnie za inteligentną osobę (nawet jak robię z siebie idiotę:P ). Nie pytajcie się mnie jak to zrobiłem.
Ale dość tych definicji. Każdy z nas miał styczność z edukacją. Znam nawet osoby co nawet nie ukończyły podstawówki, ale zaliczyły kilka klas (i to rówieśnika a nie kogoś z pokolenia dziadków gdy ich lata szkolne przypadły na wojnę). Większość moich znajomych ma ukończone studia wyższe. Kilku ma albo jest w trakcie doktoratu. Często słyszę krytykę systemu edukacji. Znam go jako uczeń, ale też z tej drugiej strony jako praktykant/korepetytor czy z informacji od znajomych którzy są nauczycielami. Tylko uważam że krzywdzące jest zwalanie całej winy za złą edukację na nauczycieli. Otóż efektywność edukacji nie tylko zależy od nauczyciela. Dużo też zależy od ucznia. Ale każdy ma jakieś talenty. Ale to wcale nie oznacza że jest się zajebistym we wszystkim. Ale dość tych dywagacji. Teraz o mnie i mojej edukacji.
Na początek zerówka - czy czegoś się nauczyłem? Cóż podobała mi się w niej jedna koleżanka - i to dlatego że potrafiła czytać (pozdro Aldona). Ale nie pamiętam kiedy ja się nauczyłem płynnie czytać. Jak już zacząłem to zmieniło mnie to na zawsze ale to na inny wpis historia. Potem podstawówka - tu osiągnięcie poziomu 2 ucznia w klasie. Dokładniej to 1 miejsce miała koleżanka (pozdro Patrycja), która nawet była młodsza o rok. Więc byłem pierwszym chłopakiem pod względem ocen. I obojętnie jak się starałem zawsze to miejsce miałem. I chyba mi tak zostało staram się tylko o 1 miejsce - a o 2 to już mi nie zależy bo i tak je mam nie kiwając nawet palcem. Najlepiej szło mi z przedmiotami ścisłymi ale też i z historią. W 8 klasie nawet doszedłem do wojewódzkiego etapu w olimpiadzie historycznej. A poza szkołą - sporo wiedzy na temat komputerów (zabawne bo nie miałem kompa - a gdy już się pojawił pod strzechą w liceum to brat przejął pałeczkę) oraz gra na skrzypcach. Potem liceum (tak jestem tym dinozaurem którego minęło gimnazjum). Tutaj szybko spadłem na koniec klasy pod względem ocen. Choć część nauczycieli jakoś temu nie dawało wiary jak i część znajomych (pozdro Damian). Ale pod koniec już się powoli wybijałem w tym co lubię. Choć wielu było lepszych to jakoś pokazałem że jestem dobry w matmie, fizyce, chemii, historii itd. Tu dotarło do wielu że oceny to nie wszystko. Czasem to nie wiedza ale preferencje nauczyciela czy szczęście/pech decydują jak cię oceniają. Poza szkołą to na maksa rozwój mojego hobby. I co najważniejsze poznanie prawdziwych przyjaciół (pozdro Daniel, Krzysiek i Łukasz). A i pierwsze dawanie korków - pierw z fizyki a potem z matmy. Potem czas na studia. Tu poznanie najlepszych koleżanek (pozdro Ania, Ania, Emilia, Agnieszka, Kasia, Iza - i jeszcze więcej). Bo już mi tak zajebiście nie szło. Ale i tak wciąż uważam to za najlepszy okres mojego życia. To czas gdy rozwaliłem swoje kompleksy. To wtedy już jakoś złapałem równowagę w swoim życiu. I już mi zostało. Szkoły dały sporo wiedzy, ale większy wpływ na mój stan wiedzy raczej miały książki spoza kanonu edukacji, sytuacje które przeżyłem jak i te które wydarzyły się w moim otoczeniu (tzw wyciąganie wniosków z błędów innych). Czy zatem edukacja nie jest nam potrzebna? Bez niej nie wiedzielibyśmy wielu rzeczy - i nie wykształcilibyśmy sposobu przyswajania informacji i ich wykorzystywania - w sytuacjach typowych jak i nie typowych. Zatem czy sama edukacja wystarczy? Nie do tego musimy jeszcze przeżyć swoje, zdobyć własne doświadczenia. To co wiemy i jak inteligentni jesteśmy to cecha wypadkowa naszych wrodzonych predyspozycji jak i nauczycieli którzy nas uczyli oraz naszych doświadczeń życiowych. Podsumowując - mimo ze zacząłem edukację od szczytów a skończyłem bliżej dna to i tak każdy uważa mnie za inteligentną osobę (nawet jak robię z siebie idiotę:P ). Nie pytajcie się mnie jak to zrobiłem.
Monday, March 7, 2016
(74) Smells Like Teen Spirit - Nirvana
Zdjęcie sprzed 4 lat. Jeszcze z 2 na przedzie wieku a nie 3 jak teraz.
Load up on guns, bring your friends
It's fun to lose and to pretend
She's over bored and self assured
Oh no, I know a dirty word
I'm worse at what I do best
And for this gift I feel blessed
Our little group has always been
And always will until the end
Nie wyłamuje się mojego cyklu. A taka mała ciekawostka - grupa ta stanowiła członka sceny grunge w Seattle. W mieście (a dokładnie okolicach) mają siedziby takie firmy jak Wizards of the Coast oraz Paizo - wydawcy książek które kupuje. Ci pierwsi to twórcy DnD edycji 3.0, 3.5, 4 oraz 5 (oraz przy okazji karcianki Magic the Gathering). A ci drudzy to twórcy Pathfindera.
Hello, hello, hello, how low?
Hello, hello, hello!
Pamiętam jak kiedyś kolega mówił że zawsze można poznać po ubiorze, znajomych itd jakiej ktoś słucha muzyki. Po czym sam szybko dodał ze ja się wyłamuje ze schematów. Bo choć ubieram się czasem jak skate to raczej częściej mam na sobie coś co mnie jednoznacznie nie określa. A co do ludzi z którymi się zadaje - nikt nie słucha teraz z nich rapu. A ciekawi mnie ile z nich/z was sądziło że słucham Nirvany?
With the lights out, it's less dangerous
Here we are now, entertain us
I feel stupid and contagious
Here we are now, entertain us
A mulatto
An albino
A mosquito
My libido
Yeah, hey, yay
Kolejna ciekawostka - gdzieś kiedyś czytałem iż mulatto, albino oraz mosquito to określniki członków zespołu. I jak widać po moim blogu potrzebuje urlopu - by zebrać siły na wszystko. Nawet na interesujące wpisy w blogu. Na zakończenie wyróżnię słówka które często stosuję gdy z kimś rozmawiam.
And I forget just why I taste
Oh yeah, I guess it makes me smile
I found it hard, it's hard to find
Oh well, whatever, never mind
Sunday, February 28, 2016
(73) Nookie - Limp Bizkit
Look into these eyes
Then you'll see the size of these flames
Dwellin on the past
Its burnin' up my brain
Everyone that burns has to learn from the pain
Hey I think about the day
My girlie ran away with my pay
When fellas come to play
No she stuck with my homeez that she fucked
And I'm just a sucker with a lump in my throat
Hey, like a chump
Should I be feelin' bad? No
Should I be feelin good? No
Its kinda sad I'm the laughin' stock of the neighborhood
You would think that I'd be movin' on
But I'm a sucker like I said
Fucked up in the head, not!!
Maybe she just made a mistake
I should give her a break
My heart will ache either way
Hey, what the hell
Watcha want me to say
I wont lie that I cant deny
Kontynuacja cyklu. Choć dziś mimo fajnej piosenki to nie będę poruszał tematu w niej zawartego a trochę bardziej organizacyjnie. Po pierwsze edytowanie postów to katorga. Ale ze względu na narzędzia - bloger nie ma opcji pokazywania znaków specjalnych (jak spacje, akapity itd.). Zatem to co widzę ja podczas edytowania różni się od tego co widać później na blogu. Stąd na przykład "rozjechane" cytaty, łączenie się cytatów z moim tekstem. Druga ważna sprawa to Featured Post. Niby fajna rzecz a jednak... rozwala moje wrzuty na FB z najnowszym wpisem. Najgorsze że obojętnie jak nim bym nie manipulował to i tak jakoś zapamiętał jedno zdjęcie i wpis i zawsze podmienia na nie w mojej notce na FB. A próbowałem wszystkiego aby to odkręcić. Nawet usunięcie Featured Post nie pomaga.
I did it all for the nookie
C'mon
The nookie
C'mon
So you can take that cookie
And stick it up your, yeah!!
Stick it up your, yeah!!
Stick it up your, yeah!!
Why did it take so long?
Why did I wait so long, huh
To figure it out? but I did it
And I'm the only one underneath the sun who didn't get it
I cant believe that I can be deceived
By my so called girl, but in reality
Had hidden agenda
She put my tender heart in a blender
And still I surrendered
Hey, like a chump
Teraz o kilku pomysłach które miałem a jednak nie będą realizowane. Pierwsze video-posty. Myślałem dokładnie o recenzjach ale bloger nie pozwala na wrzucanie dłuższych plików oraz nie mam warunków do nakręcenia materiału. To znaczy za dużo osób mieszka ze mną i nie mam jak wydzielić miejsca i czasu aby nikt mi ni przeszkadzał. Zatem zostanę tylko przy pisaniu. Choć jak pokazuje życie coraz trudniej znaleźć mi czas na rozpisywanie się. Fakt zrezygnowałem z siłowni więc mam trochę więcej czasu (ostatecznie przytyłem jakieś 7 kg), ale z powrotem wróciłem do grania (World of Warplanes teraz), oraz czytania - staram się nadgonić gdyż ciągle w mojej kolekcji mam ponad 100 pozycji do przeczytania. Do tego seriale. I mimo że staram się ograniczyć ich ilość to wciąż jest ich trochę. Ale najważniejsze i tak jest to że za 3 tygodnie zawitam do Polski na urlop.
I'm only human
Its so easy for your friends to give you their advice
They tell you to let it go
But its easier said then done
I appreciate it
I do, but just leave me alone
Leave me alone
Just leave me alone!!
Just leave me alone!
Aint nothin' gonna change
If you can go away
Im just gonna stay here and always be the same
Aint nothin' gonna change
If you can go away
Im just gonna stay here and always be the same
Aint nothin' gonna change
If you can go away
Im just gonna stay here and always be the same
Sunday, February 21, 2016
(72) Nothing Else Matters - Metallica
So close no matter how far
Couldn't be much more from the heart
Forever trusting who we are
And nothing else matters
Dziś zaczynam nowy cykl. Nie rapowe kawałki. Jakiś czas temu jak rozmawiałem z koleżanką to przerzucaliśmy się utworkami. I zarzuciła mi że próbuję ją przekabacić na hip-hop. Więc rzuciłem jej ten kawałek. A potem inne. Żeby nie było iż tylko rapu słucham. Więc przez najbliższy czas inspiracja będą kawałki innych gatunków muzycznych niż ten który głównie przewija się na moim blogu.
Never opened myself this way
Life is ours, we live it our way
All these words I don't just say
And nothing else matters
Ten wpis to też ukłon do koleżanki, bo wiem ze bardzo lubi ten kawałek. Ale znałem go jeszcze zanim ją poznałem. Z samym utworkiem możemy się identyfikować na różne sposoby. Np osoby o których wiem że są ze sobą mimo dzielących ich odległości. Gdy warunki ekonomiczne zmuszają jedną osobę do wyjazdu. Dla niektórych to tylko czasowa delegacja. Dla innych np wyjazd na krótki okres czasu dla szybszego spłacenia kredytu. Dla innych powtarzające się wyjazdy by postawić dom. Najbardziej drastyczny przypadek to ciągły pobyt za granicą a powroty tylko na urlop. Ale szczegóły pominę.
Trust I seek and I find in you
Every day for us something new
Open mind for a different view
And nothing else matters
To jak wyglądają relacje międzyludzkie zależy od zaufania. Niestety tak łatwo je stracić. Gdzieś o tym rozpisywałem się w (21) Belive Me - Fort Minor oraz w (66) Konexje - Warszafski Deszcz. Nie rozpiszę się z czym mi się kojarzy ta piosenka. Wystarczy że powiem że powstała gdy autor był w trasie i tęsknił za swoją druga połówką. Musi wam dziś wystarczyć sama piosenka.
Never cared for what they say
Never cared for games they play
Never cared for what they do
Never cared for what they know
And I know
Monday, February 15, 2016
(71) Gdzie tamte dziewczyny? - Warszafski Deszcz
Co się stało z nimi wszystkimi?
Gdzie się podziały te wszystkie dziewczyny?
Co wszyscy robili na ich widok "wow"!
Oł, pytam się gdzie one są?
Co się stało z nimi wszystkimi?
Gdzie się podziały te wszystkie dziewczyny?
Co wszyscy robili na ich widok "wow"!
Oł, pytam się gdzie one są?
Z opóźnieniem ale jest. Dziś nawiązując do wczorajszego dnia. I mimo że piosenka WFD to jednak z innej płyty. Więc to nie jest kontynuacja cyklu. I bez zdjęcia aby nikt się nie obraził.
Gdzie się podziały te dziewczyny z tamtych lat?
Gdzie koleżanki z dawnych dat?
To jeszcze z czasów skocznia gang luz
Pierwsze prywatki i pierwszy alfa klub
Mimo że jestem singlem to jednak nie ma tego grona koleżanek co kiedyś. Tych praktycznie codziennych spotkań. Z kilkoma dziennie.
Ty, spotkałem ją w Leniwej Gospodyni
Mieszkałem tu w prawo i prosto ze starymi
Moja bogini z czasów latania do Remontu
Jest niedaleko stąd tu, tylko z nią coś nie w porządku
Teraz spotkania są okazjonalne. Właściwie to raz na kilka lat najczęściej - choć jest kilka osób które w miarę raz do roku odwiedzę. Na szczęście jakoś w porządku z tymi których znam. Choć kilka ma swoje historie (np rozwody).
Ja pamiętam takie dwie z Ursynowa
Zuch dziewczyny, gdybym w jednej się nie zakochał
Prawdziwy odlot przy piwie i trawie
Letnia miłość pod skocznią, wciąż pamiętam... prawie
Oj z ta pamięcią to kiepsko. Jakoś słabo pamiętam te wszystkie dziewczyny które się poznało. A co powoduje że kogoś się bardziej pamięta a kogoś mniej? Nie mam pojęcia bo mimo że sądziło by się iż może czas znajomości, może siła relacji międzyludzkich... to jednak są osoby o których nie pamiętamy mimo ze dość długo przebywały w naszym życiu (wymieńcie wszystkich z podstawówki?liceum?studiów?) oraz osoby które widzieliśmy tylko raz a pamiętamy je zawsze.
Wyglądasz jakbyś przeszła cztery ciąże
Do tego mąż cię chyba wiąże, mówisz - "skądże!"
Sorry, zachowałem się niemądrze
Muszę lecieć, miło cię było widzieć, lecę bo nie zdążę
Jakoś każda z którą utrzymuje jakiś kontakt nie pasuje do tego fragmentu. Choć słyszałem o takich przypadkach. Ale poznałem też kilka takich osób ze jak się je spotyka to idealnie pasuje ostatni wers powyższego tekstu.
Sentymenty się budzą wraz z burzą
Te deszczowe dni, które nic dobrego nie wróżą
Pamiętam jak dziś - czekałem z różą pod Heńkiem
Było już późno, a ty wyglądałaś pięknie
Nie pamiętam jaka ona była, Gonia czy Monia
Waliłem pod nią... była moją myślą przewodnią
Waliłem pod nią drin za drinem
Miałem adrenalinę, tak zagadać się wstydziłem
Nie pamiętam sporej ilości imion, czy w ogóle faktów. Ale fakt zawsze musiał być alkohol na "odwagę". Co wcale nie zmienia faktu że z niektórymi nigdy nie poruszyłem pewnego tematu.
Pół życia w jednym bloku
Randki na klatce, na spacerze z psem, nie na Facebooku
Mimo, że była wolna to niedostępna
Dzisiaj jestem kolegą jej męża, bo jest spoko
Choć właściwie nie jestem kolegą dla żadnego z partnerów moich koleżanek to jednak z większością są te stosunki "spoko". Może dlatego ze sam jestem spoko i osoby z którymi się zadaje są spoko.
Jedna miała spinki, druga miała żelazka
Dziewczynki, które tak jarały nas na maksa
Na bitach imprezowa warszawska elita
Gdzie są tamte dziewczyny? To ja się pytam
Kiedyś jakoś niemal każda miała w sobie ten ogień który nas rozpalał. Teraz? Jakoś pod wpływem przeżyć (moich, czy koleżanek) to jakoś brak tego żaru sprzed lat (choć zdarzają się wyjątki :P ).
Hej dziewczyno! Czy pamiętasz misia?
Z chęcią zapytałbym się ciebie o to dzisiaj
Wakacje w Mielnie, Mop Skład do upadłego
Poznaliśmy się na disco, pozdro od Tedego
Sporo poznanych na wakacjach - z jedną z takich do dziś jesteśmy przyjaciółmi. Ale nie pamiętam żadnej poznanej na disco.
Wtedy dałbym tyle za twój jeden uśmiech
Dziś udaję, że nie widzę jak idziesz z wózkiem
Wtedy mieli ciebie tylko najlepsi
Dziś jesteś sama i pieprzysz się z pierwszym lepszym
Choć nie ma takich wśród tych które znam, to każdy z nas wie że takie są.
To już ostatni rozdział tych znajomości przelotnych
Gdzie się podziały te prywatki, na których rosły plotki?
Gdzie te stokrotki - teraz mamuśki i żony
Jakby co, za wszystko sorry kolejny raz z tej strony
I tym sposobem dotarliśmy do końca dzisiejszego wpisu. Podsumowanie? Najlepiej nada się ostatnia zwrotka:
Tyle pięknych dziewczyn poszło na marnację
Mam rację? Pamiętasz osiedlowe akcje?
Ej, ubyło nam tyle piękna w trakcie
Zapamiętam was dziewczyny z tamtych lat - wybaczcie
Sunday, February 7, 2016
(70) Gry komputerowe
Dziś miał być inny wpis ale jakoś za szybko czas mi zleciał na innych rzeczach. Wiec na tapetę biorę jakiś prosty temat zastępczy. A nic prostszego dla mnie jak gry komputerowe. A zaczęło się...
Jakoś w 1992r. tak miałem 9 latek i już interesowały mnie komputery i gry. Zacząłem nawet zbierać gazety komputerowe - Top Secret, Secret Service, później CD- Action. Co zabawne nie miałem nawet komputera. A jak odwiedzałem kogoś kto miał a tak bardzo się nie jarał tym to ze tak się znam jakbym miał. Pierwszy komputer rodzice kupili jakoś po mojej 2 klasie liceum (17 lat a więc 8 lat po pierwszym czasopiśmie o komputerach). I zaczęła się przygoda z grami na kompa na maksa. Zagrywanie się w Starcrafta, Diablo, Diablo 2, Deus Ex, Lords of the Realms 2, Unreal Tournament, Porsche - Need for Speed, Max Payne, Max Payne 2, Quake 2 i pewnie kilku o których nie pamiętam. Wyjazd do Anglii przerwał granie - choć dorwałem się pod koniec do strategii Hearts of Iron. Powrót do Polski więc kontynuowanie tradycji i dorwanie Hearts of Iron 2, próby gry w gry online - World of Warcraft, Company of Heroes Online. W końcu wyjazd kolejny do Anglii. Więc Starcraft 2, Worlds of Tanks, Worlds of Warplanes, World of Warships, Heroes of the Storm, Company of Heroes 2, Settlers Online, Max Payne 3, Hearts of Iron 3. Trochę tego jest. Potrafię przesiedzieć i grać cały dzień jak i siąść tylko na chwilkę czy w ogóle. Przecież ostatnio jakoś rok odciąłem się od grania. Jak chcę to mogę. Co daje granie? Zabija czas, odstresowuje, daje minimalnie satysfakcję że coś się osiągnęło - jako przykład World of Warcraft - zrobienie postaci kapłana nastawionego na leczenie, granie solo nic nie dawało bo postać poważnie znała się tylko na leczeniu - ale w takim stopniu że każdy kto pograł ze mną w teamie potem jak tylko pojawiałem się online to od razu wysyłali zaproszenie do teamu aby zrobić jakiś rajd. Podsumowując lubię grać ale to nie jest mi potrzebne jeśli mam dobrą alternatywę.
Edit- zapomniałem wymienić jeszcze Baldur's Gate 1 i 2, Fallouta 2, Tony Hawk Pro Skater (kilka części), Heroes of Might and Magic 3. Może jeszcze coś mi się przypomni - ale w skrócie w większości grałem w strategie oraz gry RPG.
Subscribe to:
Posts (Atom)



